Blog o nas...naszej rodzince, naszym życiu, marzeniach. O spełnianiu tych marzeń, o walce z chorobą i życiu prawieżenormalnie mimo choroby, czyli z cukrzycą W TLE. O naszych podróżach i o naszej kuchni. Zapraszam do lektury :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą insulina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą insulina. Pokaż wszystkie posty
środa, 4 września 2019
Insulina FIASP dopuszczona do stosowania u dzieci!
Fiasp to stosunkowo nowa insulina. Na polskim rynku jest w sprzedaży od ponad 2 lat. Producentem jest firma NovoNordisk, która produkuje też dobrze nam znaną insulinę Novorapid.
Fiasp wyróżnia się szybkością działania: już po ok. 4-5 minutach od podania. Oznacza to, że może być podana bezpośrednio przed posiłkiem, lub po jego rozpoczęciu. Mądre głowy mówią, że nawet do 20 minut po rozpoczęciu jedzenia. To świetna informacja dla niecierpliwych! 😀
Panna M np nie cierpi czekać z jedzeniem po podaniu insuliny, jest to chyba jej największa "bolączka", z resztą, kto lubi? 😇 😎
Jeszcze do niedawna insulina ta w Polsce była dozwolona do użytku tylko dla dorosłych diabetyków 18+. Zmieniło się to niecałe 2 tygodnie temu. Fiasp mogą kupować także młodsi diabetycy, oczywiście na receptę wypisaną przez diabetologa. I to jest dobra wiadomość.
Natomiast zła jest taka, że insulina ta nie jest objęta refundacją, trzeba zatem zapłacić pełną kwotę, bagatela 264,80zł za 5 ampułek po 300 jednostek.
Jeśli Was cena nie odstraszy, to dajcie koniecznie znać, czy jest zauważalna różnica w działaniu Fiasp względem insulin szybkodziałających dostępnych na polskim rynku 👍
Zdjęcie pochodzi ze strony www.diabetesvoice.org
czwartek, 6 czerwca 2019
Cukrzyca vs Matylda na zielonej szkole 1:0
Czerwiec to miesiąc wycieczek szkolnych, biwaków i wyjazdów na tzw zielone szkoły. Przyszła kolej i na klasę panny M. Ponieważ ich wychowawczyni z góry powiedziała, że ze swoimi wychowankami na żadną wycieczkę nie pojedzie ( nie pytajcie mnie dlaczego, bo nie wiem ), rodzice zwrócili się z prośbą o opiekę podczas wyjazdu do innych nauczycieli. I zgodziło się troje śmiałków: dwie panie i jeden pan :)
Kierowniczka wycieczki nie miała problemu, żeby M na tę wycieczkę zabrać i od razu zgodziła się też spotkać ze mną, żeby porozmawiać na temat opieki nad M i jej cukrzycą ;)
Spotkałyśmy się, porozmawiałyśmy. Pani Wiesia spytała, czy może chciałabym jechać z nimi na tę wycieczkę. No może i bym chciała, ale ich wyjazd kolidował z moim prywatnym, w związku z czym, musiałam odmówić. Ale to nie odstraszyło pani Wiesi, a przynajmniej nic nie dała po sobie poznać. Jak już sobie pogadałyśmy i w miarę wszystko wyjaśniłyśmy, ustaliłyśmy datę kolejnego spotkania, przed samym wyjazdem, z wszystkimi opiekunami, żebym mogła im zademonstrować jak podać glukagon.
Spotkanie odbyło się dwa dni przed wyjazdem, glukagon i konieczność jego podania w razie silnej hipoglikemii również pań nie odstraszyło. A ponieważ Matylda jest bardzo samodzielna i świetnie się z cukrzycą ogarnia, pełna samych pozytywnych myśli, w środę rano pożegnałam się z nią w domu, a mąż odprowadził ją na autobus.
Jeszcze tylko wspomnę, że dzień przed wyjazdem, zmieniłam jej insulinę, wyrzucając poprzednią, żeby miała świeżutką, zwłaszcza przy tych upałach.
Już pierwszej nocy gorzko pożałowałam swojej decyzji o niepojechaniu z nią. A rano było tylko gorzej......Od godziny 22 cukier zaczął rosnąć, ale młoda podała sobie korekty, o czym mnie poinformowała i poszła spać. Niestety korekty nie zadziałały, a cukier żył własnym życiem. od 23.30 próbowałam się do niej dodzwonić. Ponieważ się nie udało, zadzwoniłam do pani Wiesi, która niezwłocznie poszła ją obudzić i doprowadzić do stanu względnej przytomności. Matylda podała sobie kolejną korektę w prostym i przedłużonym (bolusie) i poszła spać dalej. Na nic się to zdało.
Rano wciąż cukier 300 z krwi :( dramat. Przez 6 lat nigdy nie obudziła się z takim cukrem, no, może raz z cukrem 200. Nie miałam pojęcia co jest grane. O 5.30 panna M zmieniła sobie wkłucie, ale też bez spodziewanego efektu. Dopiero jedna z cukrzycowych mam podpowiedziała, że insulina się przegrzała. Nie chciałam w to wierzyć: jak to, po jednej dobie od napełnienia ampułki? Niemożliwe!
Akcja była szybka: o 7.30 M podała sobie bazę z pena 10j lantusa i doposiłkową na śniadanie również z pena. Po śniadaniu było wciąż wysoko, ale kolejne korekty z pena podane już w autobusie zwiedzając Gdańsk, w końcu zadziałały. Około południa cukier spadł już do bezpiecznego poziomu, a Matylda dzwoniąc do mnie mówiła tak:
wiesz mamo, jestem z siebie dumna, bo wzięłam 1j na korektę i od razu 1j na wafelka, bo już byłam głodna. Więc, żeby się dwa razy nie kłuć i nie tracić igieł ( nie wiem, ile wrzuciła do plecaka na cały dzień), wzięłam 2j od razu i w ogóle mnie nie bolało! <3
Od pory obiadowej M podawała sobie bolusy już tylko z pompy, a więc jednak insulina działała. Co się więc zadziało?? Myślę, że dziewczyny wieczorem poszalały z "przekąskami" i zjadły "małe co nieco". Jak spytałam wieczorem, ile tych przekąsek było, odpowiedź brzmiała: "trochę". Jednak było ich zdecydowanie więcej jak trochę. Razem z późną obiadokolacją spowodowało to całonocny wyż niestety :/
Wiem, że wielu diabetyków pompiarzy wyjeżdżając nie bierze ze sobą penów, a już mega rzadko pena z insuliną bazową. Niech nasza przygoda będzie dla Was przestrogą, uczcie się na naszym przykładzie, cobyście nie musieli na swoim i ZAWSZE MIEJCIE PRZY SOBIE PENY Z OBIEMA INSULINAMI. Nam one dzisiaj uratowały doopsko ;)
Dzisiaj doceniliśmy też po raz kolejny, ale ze zdwojoną mocą, jaką ogromną pomocą są sensory FreeStyle Libre, które w połączeniu z transmiterem Blucon tworzą ciągły monitoring glikemii (CGM) i dzięki czemu mamy z mężem stały wgląd w cukry Matyldy i możemy w razie potrzeby reagować w każdej chwili :)
Ja mam za sobą totalnie nieprzespaną nockę i przeryczany cały ranek. Już miałam obczajony pociąg do Gdańska i prawie byłam spakowana, ale rozmowa z mężem postawiła mnie na nogi, a opanowanie i dojrzałe zachowanie M w tej "kryzysowej" sytuacji jest jak balsam na moje zdominowane wyrzutami sumienia serce ;)
Ostatecznie więc kończę ten post z wynikiem: cukrzyca vs panna M 1:1
Ale trzymajcie kciuki - ta wycieczka jest trzydniowa ;)
Etykiety:
abbott,
blucon,
CGM,
cukrzyca,
cukrzyca typ 1,
freestyle libre,
fsl,
hiperglikemia,
insulina,
lantus,
lato,
peny,
pompa insulinowe,
sensor,
transmiter,
upały,
wycieczka,
zielonaszkola
piątek, 30 listopada 2018
Wielki krok w życiu panny M.
Dziś wielki dzień dla panny M i nas rodziców też. Rano zaproponowałam jej, żeby już nie dzwoniła do mnie, tylko sama podejmowała wszystkie decyzje dotyczące cukrzycy. Do tej pory było tak, że dzwoniła za każdym razem, jak chciała zjeść, mówiła, ile ma cukru, a ja jej mówiłam, ile ma wziąć jednostek insuliny. Dzwoniła też, jak miała wysoki i pytała, ile ma wziąć korekty. Jak miała niski, to sama wiedziała, że ma się dosłodzić i to robiła.
Myślę, że sobie świetnie poradzi. Od 2 lat już sobie sama oblicza wymienniki, zna swój przelicznik, więc potrafi wyliczyć dawkę insuliny. Do tej pory jednak bała się podjąć ostateczną decyzję ile ma jej wziąć, sama, bez naszego nadzoru. Zwłaszcza, że przelicznik zmienia się jak w kalejdoskopie ostatnio. My w dwóch często się zastanawiamy kilka minut, ile tej insuliny jej dać, a niejednokrotnie zmieniamy po chwili zdanie. A ona będzie miała na tę decyzję tylko chwilkę, bo przerwy w szkole są krótkie ;)
Jutro skończy 12 lat, ma 5-letnie doświadczenie cukrzycowe, więc jestem pewna, że da radę. Chociaż lekko mieć nie będzie, bo choróbsko nas ostatnio nie rozpieszcza, delikatnie mówiąc ;)
Zastanawiałam się, jaka będzie jej reakcja, jak jej to zaproponuję i wiecie co?? Ona się bardzo ucieszyła! Bardzo! Poczuła się "dorosła" i doceniona :)
Oczywiście mówi, że się trochę denerwuje, ale jednocześnie powiedziała, że się pochwali koleżankom, że SAMA będzie o sobie decydować :) <3
No i żeby sprawa była jasna, nie zabroniłam jej dzwonić do nas; zawsze, jak będzie miała wątpliwości może dzwonić, ale teraz to będzie jej wybór, jej decyzja.
A jak jest u Was?? W jakim wieku Wasze dzieci, czy Wy sami zaczęliście sami decydować w jaki sposób prowadzić cukrzycę? Jakie macie zdanie na ten temat?
Panna M z uśmiechem na ustach pobiegła do szkoły. Ciekawe na ile powodem była ta jej nagła samodzielność, a na ile torba pełna urodzinowych cukierów dla klasy :D
środa, 14 listopada 2018
Ten wpis miał być zupełnie inny....
14 listopada - Światowy Dzień Cukrzycy, WDD, World Diabetes Day.
Tego dnia media (głównie internetowe) zalewa niebieska fala, bo niebieski to kolor diabetyków. W tym dniu wszyscy związani w jakikolwiek sposób z chorobą starają się przekazać choćby podstawowe informacje na jej temat, żeby ta wiedza szła w świat, który niestety wciąż jest mocno niedoinformowany w tej kwestii. Bo cukrzyca jest niewidoczna, przez co jest mocno bagatelizowana przez otoczenie.
My obchodzimy ten dzień po raz 5ty. Ponad 2 tygodnie temu minęło 5 lat, od kiedy zdiagnozowano pannę M
Miała wtedy niespełna 7 lat, 500* cukru we krwi i ponad 1000 w moczu. W kwasicy ketonowej, u progu śpiączki cukrzycowej trafiła do szpitala......
Wspomnienie tego dnia wciąż wywołuje ciary, ale daliśmy radę, dajemy radę, chociaż cukrzyca nie odpuszcza, zaskakuje nas non stop. Dziwne po 5 latach, prawda??? A jednak....
Dzisiejszy dzień też jest dla nas smutny, bo od kilku dni walczymy z poziomami cukrów, które rzadko gościły na naszych glukometrach do tej pory. "Lejemy" w Matyldę takie ilości insuliny, które jeszcze tydzień - dwa temu by ją zabiły, dosłownie. I próbujemy rozkminić co się dzieje: choroba, pogoda (ciśnienie), dojrzewanie, hormon wzrostu, wada sprzętu???? A może wszystko razem?? A może " po prostu" nagły wzrost zapotrzebowania??? Nie śpimy po nocach, budzimy Matyldę po kilka razy kłując ją penem, ale te korekty też nic nie dają. Poziomy non stop w granicach 250, czasem sobie podskoczą do prawie 400, a czasem z niewiadomych przyczyn spadną na chwilę do 40, żeby za chwilę znowu poszybować w niebo. Tak się cukrzyca z nami bawi w kotka i myszkę od tygodnia.
Ten wpis dzisiejszy miał być zupełnie inny, miał być pozytywny, wesoły, jak większość wpisów na innych blogach, czy stronach cukrzycowych, ale wybaczcie - nie mam nastroju....Jestem zmęczona fizycznie i psychicznie.
Jedyne za co dzisiaj jestem wdzięczna, to za insulinę, którą 96 lat temu, wynalazł Frederick Banting.
Dzięki niej moje dziecko dzisiaj żyje.
Za chwilę powstanę, poprawię koronę i z uśmiechem na twarzy będę zaiwaniać dalej, bo taką mam naturę, ale jeszcze chwilę.....
Dzisiaj wszystkim osobom chorującym na cukrzycę typu 1 i 2 życzę jak najwięcej dobrych dni i dobrych, przespanych nocy. Jak najwięcej dobrych poziomów mieszczących się w ustalonych przez Was zakresach. Jak najmniej hiper i hipo. Jak najmniej powikłań.
Jak najwięcej ludzi wokół Was, którzy rozumieją, albo przynajmniej starają się rozumieć, a nie udają, że wiedzą. Życzę Wam, aby cukrzyca nie ograniczała Was w żaden sposób, żebyście mogli spełniać swoje marzenia, jak i my to robimy. Życzę Wam dobrego, długiego życia :) <3
You are all my heroes :)
* norma cukru we krwi u zdrowego człowieka nie powinna przekraczać 140 po posiłku.
Za nakładkę na zdjęcie dziękujemy portalowi mojacukrzyca.org
poniedziałek, 17 października 2016
Kolejna zmiana. Na lepsze. I hope :)
Dzisiaj zmieniliśmy insulinę. Z novorapidu przeszliśmy na humalog. Zmianę zaleciła nasza diabka widząc ubytki u M. Te ubytki już się u niej pojawiły rok temu, wtedy po zastosowaniu odpowiedniej maści i serii masaży zniknęły. Ale teraz są nowe:/
Fachowo nazywa się to lipoatrofia-zanik tkanki tłuszczowej-uboczny skutek stosowania insuliny.
Nasza pani dr ma nadzieję, że zmiana insuliny zapobiegnie powstawaniu kolejnych ubytków i powiększaniu się tych już istniejących. Na razie M dostała humalog do podwieczorku i kolacji i pierwsze, co nam się rzuciło w oczy to spadki. Non stop jej spada cukier. I nie wiemy, czy to przypadek, czy organizm tak zareagował na zmianę leku?? Bo tak na chłopski rozum, jak się długo zażywa jakiś lek, to organizm może się do niego przyzwyczaić prawda?? No to coś czuję, że nockę mam z głowy, sami zobaczcie na załączonym obrazku.
P.S. dla niewtajemniczonych: te żółte dołki, to właśnie zbyt niski cukier.
Fachowo nazywa się to lipoatrofia-zanik tkanki tłuszczowej-uboczny skutek stosowania insuliny.
Nasza pani dr ma nadzieję, że zmiana insuliny zapobiegnie powstawaniu kolejnych ubytków i powiększaniu się tych już istniejących. Na razie M dostała humalog do podwieczorku i kolacji i pierwsze, co nam się rzuciło w oczy to spadki. Non stop jej spada cukier. I nie wiemy, czy to przypadek, czy organizm tak zareagował na zmianę leku?? Bo tak na chłopski rozum, jak się długo zażywa jakiś lek, to organizm może się do niego przyzwyczaić prawda?? No to coś czuję, że nockę mam z głowy, sami zobaczcie na załączonym obrazku.
P.S. dla niewtajemniczonych: te żółte dołki, to właśnie zbyt niski cukier.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





