Mąż uruchomił sensor o północy. Po godzinie pierwszy odczyt-LO! No więc mierzymy M-106 z gluko. Załamka. O 4 rano, libre 68, gluko-156. Totalna załamka.
Ale rano już było prawie, a potem co raz lepiej :) M się skanuje, ja ją skanuje, tata ją skanuje, wszyscy skanujemy, totalne szaleństwo :)
Póki co, wyniki bardzo zbieżne z gluko. Jesteśmy baaaaardzo zadowoleni, oby tak dalej :)
Blog o nas...naszej rodzince, naszym życiu, marzeniach. O spełnianiu tych marzeń, o walce z chorobą i życiu prawieżenormalnie mimo choroby, czyli z cukrzycą W TLE. O naszych podróżach i o naszej kuchni. Zapraszam do lektury :)
sobota, 27 sierpnia 2016
piątek, 26 sierpnia 2016
Freestyle Libre, czyli marzenia się spełniają :D
Tak, to ja, again.
Przedwczoraj dostałam maila z firmy Abbott, że ruszyła sprzedaż Libre w Polsce. Szybki telefon do małżonka i zamówiłam pakiet startowy.
M najpierw niezbyt pewnie, po swoich złych doświadczeniach z dexcomem-nie dziwię jej się. Ostatecznie się zgodziła. Na próbę. Zanim Libre do nas przyjechało, to już się nie mogła doczekać. Dzisiaj przyszła paczuszka :)
Założyłam sensor. Ale jeszcze go nie uruchomiliśmy. Czekamy......bo inni użytkownicy libre doradzili nam, żeby odczekać kilka/kilkanaście godzin od założenia sensora do uruchomienia, bo wtedy lepiej działa sensor (podobno).
Tak więc czekamy, chociaż lekko nie jest ;)
W nocy go uruchomię, sasasasasa :D
Trzymajcie kciuki za powodzenie w akcji, żeby paluszki M w końcu, po 2,5 roku kłucia 12 razy na dobę, mogły wreszcie odpocząć i się zregenerować.
Przedwczoraj dostałam maila z firmy Abbott, że ruszyła sprzedaż Libre w Polsce. Szybki telefon do małżonka i zamówiłam pakiet startowy.
M najpierw niezbyt pewnie, po swoich złych doświadczeniach z dexcomem-nie dziwię jej się. Ostatecznie się zgodziła. Na próbę. Zanim Libre do nas przyjechało, to już się nie mogła doczekać. Dzisiaj przyszła paczuszka :)
Założyłam sensor. Ale jeszcze go nie uruchomiliśmy. Czekamy......bo inni użytkownicy libre doradzili nam, żeby odczekać kilka/kilkanaście godzin od założenia sensora do uruchomienia, bo wtedy lepiej działa sensor (podobno).
Tak więc czekamy, chociaż lekko nie jest ;)
W nocy go uruchomię, sasasasasa :D
Trzymajcie kciuki za powodzenie w akcji, żeby paluszki M w końcu, po 2,5 roku kłucia 12 razy na dobę, mogły wreszcie odpocząć i się zregenerować.
wtorek, 22 marca 2016
Tak wyglądam :)
poniedziałek, 21 marca 2016
Dzisiaj jej nienawidzę!
Przez ok tydzień M miała piękne cukry, Wręcz musieliśmy w nocy jej zmniejszać bazę na 50% bo miała za nisko. I co? I się skończyło wraz z dzisiejszym rankiem. Wstała z cukrem 130 ponad. Ok, myślę, przewaliłam ze zbyt niską bazą. Włączyłam bazę pierwotną, zważyła śniadanie, policzyłam, zjadła. Poszła do szkoły. Dzwoni po 2h po pomiarze. Słyszę co mówi, i jestem pewna, że się przesłyszałam, ale nie. Niestety nie.
298. Tak. 298. Słabo mi się zrobiło, ale trzeba się było szybko ogarnąć, więc błyskawicznie obliczam w myślach korektę+dawkę na II śniadanie. Ok.
Po kolejnych 2h-169, jest dobrze, spada :) Bierze insę, je III śniadanie. Po szkole poszła do koleżanki, z którą była umówiona. Jadła też tam obiad, więc wyposażyłam ją w wagę. Zważyła wszystko ładnie, zmierzyła cukier-198-dupa, znowu wysoko :/ No trudno, korekta+insa na obiad i niech się dziewczyny bawią. Przecież cukrzyca nie będzie jej ograniczać.
Mama koleżanki odwiozła ją do domu. Mierzymy cukier -254. No nie, mam syć!
Oglądam wkłucie-zakrwawione, no tak, mamy winowajcę. Szybko wymieniam na nowe, podaję korektę już w nowe wkłucie, insulinę na podwieczorek i zjada po 10 minutach dwie kostki gorzkiej czekolady. Z duszą na ramieniu czekam grzecznie 2h do następnego pomiaru.
Pilot-glukometr pika. Czas na pomiar. 214. FUCK. M przekonuje, że w sumie to już nieźle, bo spada, niestety nie jest dobrze, to już kolejna godzina z poziomem ponad 200. Ale ponieważ to pora kolacji postanawiam sprawdzić pompę i wszystko, co możliwe. Pstrykam w ampułkę chcąc wyeliminować ewentualne bąble. Bąbli nie ma, za to nie wiedzieć czemu insulina pryska mi z miejsca, gdzie dren łączy się z ampułką. Ślepa jak kret podstawiam pompę pod lampę i co się ukazuje moim oczom??? Pęknięty dren! Kuźwa! Pęknięty dren! Przez 2 lata, jak mamy pompę, tego jeszcze nie grali. Nosz w mordę.....co mnie zaskoczy następnym razem???
Pozostała godzina do pomiaru po kolacji i niech on wreszcie będzie w normie.
Właśnie takich dni nienawidzę, jej nienawidzę w takie dni, cukrzycy.
EDIT: Walczyłam do samego rana. Niestety krew we wkłuciu+pęknięty dren= high przez prawie dobę :/
298. Tak. 298. Słabo mi się zrobiło, ale trzeba się było szybko ogarnąć, więc błyskawicznie obliczam w myślach korektę+dawkę na II śniadanie. Ok.
Po kolejnych 2h-169, jest dobrze, spada :) Bierze insę, je III śniadanie. Po szkole poszła do koleżanki, z którą była umówiona. Jadła też tam obiad, więc wyposażyłam ją w wagę. Zważyła wszystko ładnie, zmierzyła cukier-198-dupa, znowu wysoko :/ No trudno, korekta+insa na obiad i niech się dziewczyny bawią. Przecież cukrzyca nie będzie jej ograniczać.
Mama koleżanki odwiozła ją do domu. Mierzymy cukier -254. No nie, mam syć!
Oglądam wkłucie-zakrwawione, no tak, mamy winowajcę. Szybko wymieniam na nowe, podaję korektę już w nowe wkłucie, insulinę na podwieczorek i zjada po 10 minutach dwie kostki gorzkiej czekolady. Z duszą na ramieniu czekam grzecznie 2h do następnego pomiaru.
Pilot-glukometr pika. Czas na pomiar. 214. FUCK. M przekonuje, że w sumie to już nieźle, bo spada, niestety nie jest dobrze, to już kolejna godzina z poziomem ponad 200. Ale ponieważ to pora kolacji postanawiam sprawdzić pompę i wszystko, co możliwe. Pstrykam w ampułkę chcąc wyeliminować ewentualne bąble. Bąbli nie ma, za to nie wiedzieć czemu insulina pryska mi z miejsca, gdzie dren łączy się z ampułką. Ślepa jak kret podstawiam pompę pod lampę i co się ukazuje moim oczom??? Pęknięty dren! Kuźwa! Pęknięty dren! Przez 2 lata, jak mamy pompę, tego jeszcze nie grali. Nosz w mordę.....co mnie zaskoczy następnym razem???
Pozostała godzina do pomiaru po kolacji i niech on wreszcie będzie w normie.
Właśnie takich dni nienawidzę, jej nienawidzę w takie dni, cukrzycy.
EDIT: Walczyłam do samego rana. Niestety krew we wkłuciu+pęknięty dren= high przez prawie dobę :/
sobota, 27 lutego 2016
Wędrówki ludów
Zaczynamy wędrówkę po lekarzach. Jaka długa ona będzie-tego nie wie nikt. Ważne, żeby przyniosła pożądany efekt.
Będę chodzić, czy biegać ja z panną M. Ponieważ, jakiś rok temu, mniej więcej, pannie M zakładałam pierwszy sensor dexcomu do ciągłego monitoringu kontroli. Wiem, wiem, ale spokojnie, to tak skomplikowanie brzmi, ale w rzeczywistości jest to urządzenie mierzące poziom glukozy co 5minut. Trzeba "tylko" umieścić sensor za pomocą igły w ciele, a potem już sobie na odbiorniku oglądamy poziomy i trendy. No i, jak zakładałam ten pierwszy sensor w brzuchu M, to on potem nie wyszedł, sobie tam został. Pojechałam z nią oczywiście na SOR, ale lekarz nas zlał, delikatnie mówiąc. Powiedział, że skoro to jest taaaakie malutkie, to żadne urządzenie tego nie wykryje. RTG??? Nieeeee, nie ma sensu. Nic jej nie będzie, bo to zupełnie nieszkodliwe jest. No więc, odprawione z kwitkiem poszłyśmy do domu.
Minął rok, czy nawet półtora. Synowi koleżanki utknął taki sam sensor w ramieniu. Od razu RTG i po 3 dniach chłopakowi chirurgicznie go usunięto. Żeby było śmieszniej usunięcia podjął się chirurg z "naszego" szpitala w Poznaniu.
No i ta historia mnie zmotywowała. Poszłam do rodzinnego i pediatry w jednym (świetny facet swoją drogą), opowiedziałam historię. Dał nam skierowanie na RTG bez zbędnych słów. RTG ten wykonaliśmy wczoraj. Zdjęcie z wynikami do odbioru w pn. W zależności od tego, co na nim będzie, bądź nie, będziemy po lekarzach biegać dalej. Bądź nie.
Będę chodzić, czy biegać ja z panną M. Ponieważ, jakiś rok temu, mniej więcej, pannie M zakładałam pierwszy sensor dexcomu do ciągłego monitoringu kontroli. Wiem, wiem, ale spokojnie, to tak skomplikowanie brzmi, ale w rzeczywistości jest to urządzenie mierzące poziom glukozy co 5minut. Trzeba "tylko" umieścić sensor za pomocą igły w ciele, a potem już sobie na odbiorniku oglądamy poziomy i trendy. No i, jak zakładałam ten pierwszy sensor w brzuchu M, to on potem nie wyszedł, sobie tam został. Pojechałam z nią oczywiście na SOR, ale lekarz nas zlał, delikatnie mówiąc. Powiedział, że skoro to jest taaaakie malutkie, to żadne urządzenie tego nie wykryje. RTG??? Nieeeee, nie ma sensu. Nic jej nie będzie, bo to zupełnie nieszkodliwe jest. No więc, odprawione z kwitkiem poszłyśmy do domu.
Minął rok, czy nawet półtora. Synowi koleżanki utknął taki sam sensor w ramieniu. Od razu RTG i po 3 dniach chłopakowi chirurgicznie go usunięto. Żeby było śmieszniej usunięcia podjął się chirurg z "naszego" szpitala w Poznaniu.
No i ta historia mnie zmotywowała. Poszłam do rodzinnego i pediatry w jednym (świetny facet swoją drogą), opowiedziałam historię. Dał nam skierowanie na RTG bez zbędnych słów. RTG ten wykonaliśmy wczoraj. Zdjęcie z wynikami do odbioru w pn. W zależności od tego, co na nim będzie, bądź nie, będziemy po lekarzach biegać dalej. Bądź nie.
wtorek, 9 lutego 2016
Pokaże Wam coś...... ;)
Mam przyjaciółkę. Ona umie szyć piękne rzeczy. I szyje :)
Są to między innymi cudnej urody saszetki i plecaczki do pomp insulinowych, glukometrów oraz CGM-ów. Podaję Wam link do jej profilu na FB Candy MoDa
A na zachętę wklejam kilka fotek etui:
Są to między innymi cudnej urody saszetki i plecaczki do pomp insulinowych, glukometrów oraz CGM-ów. Podaję Wam link do jej profilu na FB Candy MoDa
A na zachętę wklejam kilka fotek etui:
Etykiety:
BMW,
Cars,
dexcom,
Elsa,
Etui,
Frozen,
glukometry,
Klon,
Kraina Lodu,
Minionki,
plecaczki,
pompy insulinowe,
saszetka,
saszetki,
spider,
Star Wars,
Sweet MoDa,
Vader
niedziela, 7 lutego 2016
I'm back ;)
Hej. Tak, wróciłam. tzn nigdzie nie byłam, tylko pisać przestałam. Nooo, strasznie jestem niesystematyczna, ale postaram się to naprawić :)
Co u Was?? Wszystko ok?? Mam taką wielką nadzieję :)
U nas w sumie też ok, trochę się działo w tzw międzyczasie, a najważniejsze wydarzenie, to awaria pompy.
Od połowy stycznia z pompą M działy się różne dziwne rzeczy. Streszczając bardzo: okazało się, że to usterka kondensatora i że to wada fabryczna tych pomp. Dla zainteresowanych to pompy AC Combo, z numerem seryjnym zaczynającym się od cyfr 41 i od cyfr 15 (chociaż co do tych drugich nie mam pewności)
Nas zaniepokoił wyciek insuliny, skasowanie danych przy wymianie baterii i samoczynne anulowanie się TDP. Przez to wszystko cukry M zaczęły lecieć w górę, jakby bazy nie dostawała, lub całych dawek w bolusach doposiłkowych.
Ale firma Roche stanęła na wysokości zadania i w ciągu dwóch dni od zgłoszenia awarii mieliśmy nową pompę w domu :)
Cukry wróciły do normy, na szczęście :)
Wklejam Wam link do listu, który wystosowała firma Roche do swoich klientów 1,5 roku temu. Który my również wtedy dostaliśmy i o którym na śmierć zapomnieliśmy ;)
Pilna notatka od firmy Roche
Na dzisiaj to tyle. Obiecuję odzywać się regularnie.....w miarę moich możliwości.
Buziole kochani :*
Co u Was?? Wszystko ok?? Mam taką wielką nadzieję :)
U nas w sumie też ok, trochę się działo w tzw międzyczasie, a najważniejsze wydarzenie, to awaria pompy.
Od połowy stycznia z pompą M działy się różne dziwne rzeczy. Streszczając bardzo: okazało się, że to usterka kondensatora i że to wada fabryczna tych pomp. Dla zainteresowanych to pompy AC Combo, z numerem seryjnym zaczynającym się od cyfr 41 i od cyfr 15 (chociaż co do tych drugich nie mam pewności)
Nas zaniepokoił wyciek insuliny, skasowanie danych przy wymianie baterii i samoczynne anulowanie się TDP. Przez to wszystko cukry M zaczęły lecieć w górę, jakby bazy nie dostawała, lub całych dawek w bolusach doposiłkowych.
Ale firma Roche stanęła na wysokości zadania i w ciągu dwóch dni od zgłoszenia awarii mieliśmy nową pompę w domu :)
Cukry wróciły do normy, na szczęście :)
Wklejam Wam link do listu, który wystosowała firma Roche do swoich klientów 1,5 roku temu. Który my również wtedy dostaliśmy i o którym na śmierć zapomnieliśmy ;)
Pilna notatka od firmy Roche
Na dzisiaj to tyle. Obiecuję odzywać się regularnie.....w miarę moich możliwości.
Buziole kochani :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















