piątek, 2 września 2016

Ogłaszam koniec.

                      Tak. Ogłaszam koniec. Niestety. Wiedziałam, że ta chwila nadejdzie, ale i tak nie byłam na to przygotowana. A tymczasem u M skończyła się remisja :(
Z drugiej strony i tak mieliśmy szczęście, bo remisja u M trwała prawie 3 lata! Niektórzy nie mają jej wcale, albo mają, ale duuużo krócej.
                      Już od kilku tygodni nam cukry świrowały, ale generalnie nie było tragedii. Za to od 31 sierpnia jest tragedia, poziomy po 200, 250 i nawet wyżej :/
                      Pomału podnosiłam przeliczniki insuliny, ale wciąż wywalało mocno. W końcu dzisiaj podniosłam konkretnie, o 1/3! I po raz pierwszy od 3 dni nic nie wybiło po obiedzie :)
                    
                      Ufffffff, nareszcie, oby już tak zostało :)
A Libre nadal sprawuje się świetnie ;)

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Po trzech dobach z Libre

             Libre, Librunia, Librusiatko ;) <3
Czyli wszystko gra. A nawet lepiej. M przeszczęśliwa nadal. Ilość kłuć paluszków, z 12 zeszła do 3 na dobę! Oczywiście nie wierzymy ślepo. Mierzymy cukier przed każdym głównym posiłkiem. I jeśli będziemy mieć jakiekolwiek wątpliwości, to też oczywiście sprawdzimy poziom na gluko. Ale póki co, nie było takiej potrzeby :)
             Reasumując i podsumowując: Jak najbardziej polecamy Libre.
Zakładanie sensora jest bezbolesne, a cyferki się zgadzają z gluko. Czasem, przy szybkim spadku, lub wzroście cukru, libre ma opóźnienie 10-15 minutowe i o tym trzeba pamiętać. Ale jak już człowiek nauczy się  "czytać" libre, to będzie tak samo zadowolony, jak my ;)



sobota, 27 sierpnia 2016

Z ostatniej chwili:

            Mąż ćwiczy. Leży na podłodze i woła dziewczyny, żeby robiły za sztangę. Często się tak bawią. Najpierw Kornelka położyła się na jego rękach, podniósł ja kilka razy. Woła Matyldę.
M sie połozyła na jego rękach. Podniósł ja kilka razy i M schodzi. Małz pyta:
-a czemu już zeszłaś?
- bo się zmęczyłam
:D :D :D :D :D :D

Pierwsze 12h z Librą

       Mąż uruchomił sensor o północy. Po godzinie pierwszy odczyt-LO! No więc mierzymy M-106 z gluko. Załamka. O 4 rano, libre 68, gluko-156. Totalna załamka.
         Ale rano już było prawie, a potem co raz lepiej :) M się skanuje, ja ją skanuje, tata ją skanuje, wszyscy skanujemy, totalne szaleństwo :)
Póki co, wyniki bardzo zbieżne z gluko. Jesteśmy baaaaardzo zadowoleni, oby tak dalej :)


piątek, 26 sierpnia 2016

Freestyle Libre, czyli marzenia się spełniają :D

               Tak, to ja, again.
                Przedwczoraj dostałam maila z firmy Abbott, że ruszyła sprzedaż Libre w Polsce. Szybki telefon do małżonka i zamówiłam pakiet startowy.
                M najpierw niezbyt pewnie, po swoich złych doświadczeniach z dexcomem-nie dziwię jej się. Ostatecznie się zgodziła. Na próbę. Zanim Libre do nas przyjechało, to już się nie mogła doczekać. Dzisiaj przyszła paczuszka :)
                Założyłam sensor. Ale jeszcze go nie uruchomiliśmy. Czekamy......bo inni użytkownicy libre doradzili nam, żeby odczekać kilka/kilkanaście godzin od założenia sensora do uruchomienia, bo wtedy lepiej działa sensor (podobno).
                Tak więc czekamy, chociaż lekko nie jest ;)
                 W nocy go uruchomię, sasasasasa :D
Trzymajcie kciuki za powodzenie w akcji, żeby paluszki M w końcu, po 2,5 roku kłucia 12 razy na dobę, mogły wreszcie odpocząć i się zregenerować.

wtorek, 22 marca 2016

Tak wyglądam :)




          Bo noc była ciężka. Cholerny cukier aż do 4.30 rano nie chciał współpracować. No.
Jedyny plus, ale ogromny: zero ketonów w moczu, a cukru tylko na jeden +    :D

poniedziałek, 21 marca 2016

Dzisiaj jej nienawidzę!

            Przez ok tydzień M miała piękne cukry, Wręcz musieliśmy w  nocy jej zmniejszać bazę na 50% bo miała za nisko. I co? I się skończyło wraz z dzisiejszym rankiem. Wstała z cukrem 130 ponad. Ok, myślę, przewaliłam ze zbyt niską bazą. Włączyłam bazę pierwotną, zważyła śniadanie, policzyłam, zjadła. Poszła do szkoły. Dzwoni po 2h po pomiarze. Słyszę  co mówi, i jestem pewna, że się przesłyszałam, ale nie. Niestety nie.
           298. Tak. 298. Słabo mi się zrobiło, ale trzeba się było szybko ogarnąć, więc błyskawicznie obliczam w myślach korektę+dawkę na II śniadanie. Ok.
          Po kolejnych 2h-169, jest dobrze, spada :) Bierze insę, je III śniadanie. Po szkole poszła do koleżanki, z którą była umówiona. Jadła też tam obiad, więc wyposażyłam ją w wagę. Zważyła wszystko ładnie, zmierzyła cukier-198-dupa, znowu wysoko :/ No trudno, korekta+insa na obiad i niech się dziewczyny bawią. Przecież cukrzyca nie będzie jej ograniczać.
           Mama koleżanki odwiozła ją do domu. Mierzymy cukier -254. No nie, mam syć!
Oglądam wkłucie-zakrwawione, no tak, mamy winowajcę. Szybko wymieniam na nowe, podaję korektę już w nowe wkłucie, insulinę na podwieczorek i zjada po 10 minutach dwie kostki gorzkiej czekolady. Z duszą na ramieniu czekam grzecznie 2h do następnego pomiaru.
           Pilot-glukometr pika. Czas na pomiar. 214. FUCK. M przekonuje, że w sumie to już nieźle, bo spada, niestety nie jest dobrze, to już kolejna godzina z poziomem ponad 200. Ale ponieważ to pora kolacji postanawiam sprawdzić pompę i wszystko, co możliwe. Pstrykam w ampułkę chcąc wyeliminować ewentualne bąble. Bąbli nie ma, za to nie wiedzieć czemu insulina pryska mi z miejsca, gdzie dren łączy się z ampułką. Ślepa jak kret podstawiam pompę pod lampę i co się ukazuje moim oczom??? Pęknięty dren! Kuźwa! Pęknięty dren! Przez 2 lata, jak mamy pompę, tego jeszcze nie grali. Nosz w mordę.....co mnie zaskoczy następnym razem???
           Pozostała godzina do pomiaru po kolacji i niech on wreszcie będzie w normie.
           Właśnie takich dni nienawidzę, jej nienawidzę w takie dni, cukrzycy.
EDIT: Walczyłam do samego rana. Niestety krew we wkłuciu+pęknięty dren= high przez prawie        dobę   :/